Get Adobe Flash player

Pisarzem jestem .....

„Jeśli cokolwiek Ci się nie podoba - zmień to, jeśli nie możesz zmienić, po prostu to zaakceptuj” – słowa te znane są zapewne wśród rzesz ludzkich. Mimo tak znanego cytatu, wielu zapomina o którejś z części. Ja osobiście rozpatruję najpierw część drugą cytatu, gdy nie jest możliwa akceptacja danej sprawy, wtedy działam. Pewnego grudniowego dnia roku 2016 do mojej głowy przybyła myśl. Dlaczego mówię o tej myśli w formie osobowej? Ponieważ była żywa, trwała i wciąż nie mogłem odgrodzić się od niej. A najczęściej zawierała się w tych słowach: „Idea, której źródłem będzie roślinność”. Oprócz tych kilku słów nie miałem nic. Jednak jak potężne były te słowa! Trwały, brzmiały… w końcu usiadłem przed kartką papieru. Po chwili z jednej myśli, która teraz trwała na papierze, pojawiło się kolejne słowo – książka.

 Tak też z jednej myśli rozwinął się pomysł. Pomysł przerodził w zaplanowaną historię. Minęło kilka dni, nad moim biurkiem widniała zapisana kartka. W końcu, po chwili skupienia, pojawiło się pierwsze zdanie. A brzmiało ono tak: „Wychodzę… Gdzie? Nie wiem. Czemu? Znów przyszli…” – początek, który wygląda identycznie w już dokończonej książce.

Chociaż sam nigdy nie uważałem, że tworzenie książki może być tak ciekawe, po pewnym czasie uznałem to za fakt. Fakt, który był potwierdzony przez wielu ludzi, jednak przeze mnie jeszcze nigdy. Nigdy tak dokładnie i jednoznacznie. Stało się, rozpocząłem pisanie swojej nowej książki - po tygodniu, od napisanych słów. Początek, jak to często bywa, był trudny. Z każdym dniem pojawiały się nowe pytania. Dosłownie, ponieważ jak było to w zamierzeniu, książka miała składać się jedynie z dialogów, przy czym większa część miała być pytaniami. Po co? Sam się przez wiele dni zastanawiałem, pomysł ten był jednak trudny w realizacji, a także w pewnej części ograniczający. Jednak chciałem sprawdzić, co przyniosą pytania. Coś przyniosły… Odpowiedź! Nastał moment, gdy nie mogłem pokonać pewnej granicy, jedynie poprzez pytania. Na pomoc przybyły krótkie opisy. Z czasem ich przybywało. Tak też z połączenia opisów, jak i dialogów stworzyłem „Mapy” – książkę w formie powieści-opowieści. Jest to moja pierwsza książka, którą sam w głowie określiłem „książką na serio”.

Ale dość już o tym, co jest istotne dla mnie. Pora ukazać to, co w książce można odnaleźć. Byłbym głupcem, gdybym zdradził swoje zamierzenie na samym początku, przynajmniej tak uważam. Dlatego też jako swój główny cel obrałem wolność w interpretacji. Ma to swoje plusy. Chociażby, gdyby ktoś powiedział: „Beznadziejne! Opowiada o niczym!” - ja mówię: „Wolność interpretacji”, gdy ktoś stwierdzi „Piękno i arcydzieło, klejnot wśród książek wszelakich!”, ja odpowiem: „Wolność interpretacji”, później natomiast za opinię podziękuję. Mam lekką świadomość, że utworzenie książki, która formę uzyskuje dzięki interakcji czytelnika jest czymś, co może być trudne w odbiorze. Z opinii, które poznałem, książka jest albo chaotyczna, albo trudna, ale dane mi było słyszeć, iż pewne części się podobają. Jednak to, co łączy wszystkie te opinie, to właśnie interpretacja. Gdy ktoś, kto uważa książkę za trudną, w końcu, po kilku chwilach stwierdza, że odnosi się ona do problemu… Tutaj właśnie pozostawię wielokropek, bowiem nie chcę nadawać formy czemuś, co i tak już przebyło ze mną tak długą drogę. Powoli  też wracamy do pierwszej części cytatu. Co mi się nie podobało w książkach? Nadana interpretacja; co więcej? Nieszczęśliwa miłość. Co jeszcze? Człowiek bez umiejętności opanowania swego ducha. Jest jeszcze coś! Nie lubiłem i nie lubię nadal… idealizmu bez czynów skutecznych. I chociaż ten opis może przypominać postać z epoki romantyzmu… to nawet ja, przepełniony chęcią zmiany, nie uciekłem kompletnie od tego motywu nieszczęśników.

Jednak zmieniłem coś, co było dla mnie warte zmiany. Stworzyłem książkę, gdzie świat nie jest częścią oderwaną od człowieka. Całość akcji jest w ruchu, który jest życiem. Nie lubiłem zastoju, zarówno w myślach, jak i w fizyce. Dynamizm - to mi przyświecało. A wyraża się to w podróży wędrowca, jak i w płynących interpretacjach. Osobiście chciałbym usłyszeć kiedyś „Szymon, w pewnym momencie to książka czytała moje myśli, moje postawy, moje życie… ja tylko byłem obecny”. Dlatego też na zakończenie posłużę się słowami jednej z postaci, ze swojej własnej książki: „Obudź się!”. Czym jest przebudzenie? To zależy już od interpretacji.


Szymon Maj